Ze sprzedawanym w polskich sklepach miodem nie jest aż tak źle jak niektórzy sądzą. Ale nie jest też bardzo dobrze. Takie wnioski można wysnuć po lekturze wyników kontroli przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową w drugim kwartale 2018 roku.

Inspekcja Handlowa przebadała miody pochodzące z 43 placówek handlowych (były wśród nich zarówno małe i duże sklepy, a także sklepy internetowe i hurtownie). Niemal w połowie z nich (w 21 placówkach) inspektorzy znaleźli jakieś uchybienia.

W sumie skontrolowano 269 partii miodu, a 80 z nich zostało przebadane laboratoryjnie. Z przebadanych w laboratorium miodów niewielka część (12 miodów, stanowiących 15 procent badanych) budziła zastrzeżenia co do jakości.

W efekcie przeprowadzonej kontroli prezes UOKiK wydał osiem decyzji o wymierzeniu kar pieniężnych za wprowadzenie do obrotu wyrobów nieodpowiadających jakości handlowej (z czego jedna kara została wymierzona za zaniżoną zawartość netto w dwóch opakowaniach miodu). Łączna wartość wymierzonych kar wyniosła 6,9 tys. zł.

Wśród wykrytych przez Inspekcję Handlową uchybień znajdowały się, między innymi:

  • nieprawidłowości w zakresie oznakowania (np. brak określenia daty minimalnej trwałości, ilości netto, adresu producenta, niewłaściwe miejsce pochodzenia miodu, brak odmiany miodu)
  • zbyt niska zawartość pyłku przewodniego w miodzie odmianowym, np. zaledwie od 1.9 do 7.7% pyłku lipowego w miodzie sprzedawanym jako lipowy (przy minimalnej wartości wynoszącej dla miodu lipowego 20%) lub od 23.8 do 35.5% pyłku gryki w miodzie gryczanym (przy minimalnej wartości dla miodu gryczanego wynoszącej 45%) oraz zaledwie 13 i 12,2% pyłku manuki w nowozelandzkim miodzie sprzedawanym jako miód manuka.
  • wyższa niż dopuszczalna zawartość HMF, co świadczyło o zbyt długim lub niewłaściwym przechowywaniu miodu.

Więcej informacji na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów:
https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=15140